TITLE: Czas na BigTest:)
DATE: poniedziałek, 12 stycznia 2009
TIME: 22:48:16
Czas podbić w końcu ten pieprzony indeks z tej popieprzonej uczelni... But first... no właśnie. Jak to jest, że uczę się i uczę i dupa? Nie wiem jak to jest ale im więcej czuje, że umiem tym mniej pisze:/ Szczerze to nie chciałem się użalać. W ogóle nie o tym miała być notka.
Chciałem napisać tylko o tym jak smutnym elementem ludzkiego życia jest wyścig szczurów... Chociaż nie, o tym też kiedyś pisałem... To napisze o czymś innym.
Dawno dawno temu, za szeroką Rosją, po upadku ZSRR, urodził się człowieczek. Duży, bo jak podania dawne podają, największy na oddziale położniczym był. I tak mu zresztą zostało. W przedszkolu jeszcze coś tam znaczył, znał ludzi i w ogóle. Ale któregoś dnia ojciec jego, wielce mądry człowiek, odprowadzając małego człowieczka do małego przybytku wiedzy i wychowania zauważył innego małego sepleniącego człowieczka przed przedszkolem, płaczącego i opierającego się pójścia do przedszkola. Nie chciał tam iść, bo dzieci się z niego śmiały (głupie dzieci!) To ojciec małego człowieczka powiedział, aby mały człowieczek był mądrzejszy niż reszta hałastry i zaprzyjaźnił się z małym sepleniącym człowieczkiem. Jak się szybko okazało seplenienie nie było tak dotkliwe, a sepleniący człowieczek był bardzo zabawny i miał wiele zabawek;-) Tak w krótkim czasie mały człowieczek i mały sepleniący człowieczek zostali przyjaciółmi.
Jednak przedszkola, jak wszystko co dobre, szybko przeminęło i zaczęła się podstawówka. Zgryzota małego człowieczka dorwała, jak okazało się że tamte dzieci okazały się złe dla niego i naśmiewały z jego dużości... Przebrnął przez podstawówkę ze wsparciem małego już-nie-sepleniącego człowieczka i zaczęło się gimnazjum... Oj tak, gimnazjum. Myślał wtedy, że na wakacjach odnalazł tą jedyną... Mały biedny człowieczek, nie wiedział, że cierpienia jakich w tym czasie doznał odmienią go aż tak bardzo... na krótko ale jednak. Wtedy narodziła się idea tumiwisizmu, która konkurowała ze wszystkosięrozsypuizmem. Założenia banalne: nic Cię nie obchodzi bo przecież jesteś takim samym myślącym białkiem jak każdy inny. Urodziłeś się, pożyłeś swoje i umarłeś.
Ale potem, wspaniała odmiana. Na koniec liceum, przemiana ducha całkowita. Mały zagubiony człowieczek zaczął się znów modlić, uwierzył, że On nad nim czuwa. Gdyż ujrzał kobietę, która była dla niego wspaniała, która posiadała właśnie te cechy, których on poszukiwał i które, jak bardzo się zdziwił, w końcu znalazł u kobiety będącej na wyciągnięcie ręki. Niesamowite. I nagle cała idea tumiwisizmu runęła w mroczną otchłań zapomnienia. Mały człowieczek pozostał mały, choć miał już wszystko czego potrzebował do bycia dużym. Miał przyjaciela, którego znał równie dobrze jak siebie, miał kobietę, która go naprowadziła na lepszą, prostszą drogę, a jednak, mimo całej radości i całego optymizmu z jakim wkroczył w życie dorosłych pozostał dzieckiem. Bał się już tylko jednej, jedynej rzeczy... Że jak przestanie być dzieckiem będzie w końcu musiał otworzyć oczy i wszystko i wszystkich których tak poszukiwał i których miał od początku straci za dotknięciem magicznej różdżki...
TITLE: Studia
DATE: sobota, 27 września 2008
TIME: 09:39:20
Aż dziwnie...Po wielu latach obiboctwa czuję że muszę się wziąć za robotę:/Pierwszy raz od dawna czuje swój własny, wewnętrzny przymus, że muszę się starać.Lublin...wspaniałe miasto.Mieszkanie wypas,rzut beretem na kul i w ogóle fajnie, ale obawiam się, że zbyt poważnie będzie, a najbardziej obawiam się, że ja stanę się zbyt poważny:/Krótko napisane, ale symbolika tej wypowiedzi jest prosta. Czas prawdziwego dzieciństwa chyba będzie się kończył... czego cholernie nie chce... Qrczak Expugnis
TITLE: Wszystko pięknie...
DATE: czwartek, 1 maja 2008
TIME: 22:07:50
Złe dni mijają, wszystko jest śliczne i różowe... oprócz takiego małego egzaminu zwanego maturą:)Szczęśliwie, matura to nie koniec świata, co powoduje znaczne zmiany w moim podejściu do tego poważnego, życiowego wyzwania... Oj tam, nie ja pierwszy i nie ja ostatni pójdę do woja;) To wszystko chciałem powiedzieć...:) Qrczak Expugnis
TITLE: Powtórka z rozrywki...
DATE: niedziela, 6 kwietnia 2008
TIME: 19:27:37
Czyli to czego nienawidzę. Myśl o tym, że nie potrafię przy sobie zatrzymać pozytywnych myśli. Że bez żadnego powodu mój humor odchodzi w dalekie voyage w gąsawskie lasy, gdzie mieszkają orkowie i Kępa. Stamtąd nigdy już nie wraca taki sam... Wręcz jest coraz gorzej. Nawet jeśli mam dobry humor, to po 2 godzinach max rozpływa się w powietrzu.
Co robić? Od krótkiej euforii do szybkiego zmarkotnienia. Coraz trudniej jest mi stwierdzić, że jestem zadowolony, że odczuwam radość. Coraz gorzej jest patrzeć przez te pieprzone różowe okulary. Mogę mieć niewielki atak zadowolenia z życia, ale jednak... nie to co było kiedyś. Nie wiem czy to będzie przez krótki czas, czy może mi zostanie na długi okres:/ Nie chce się martwić, jeśli nie mam o co... A jednak, coś mnie mobilizuje do zamartwiania się, nawet nie wiem co to jest:/
Koniec tego... koniec wszystkiego... podupadły anioł zagłady zwyciężył... nie mam siły już walczyć... Qrczak Expugnis
Rozżalenie, które potrafi człowieka sprowadzić do parteru. Braki, przez które człowiek zapomina co jest najważniejsze. Bezsilność, przez którą człowiek zapomina, że on także coś potrafi osiągnąć. Bezsens, który zlewa całe życie w jedną, beznadziejną całość...
Nie zawsze tak jest. Każdy żal potrafi przejść. Każdy brak może się uzupełnić. Możesz poczuć w sobie siłę lwa. Bezsens zanika, gdy tylko masz cel do którego chcesz dążyć. Tak naprawdę, wystarczy szukać. Wystarczy przecierpieć to na co jest się skazanym, by później poczuć czym jest życie i czemu chce się żyć. Jeśli zamiast tęsknoty, smutku będzie cel i świadomość co się posiada, co ma się przy sobie i co można jeszcze osiągnąć, człowiek zaprzestanie rzucać się w konwulsjach na posadzce życia...
P.S. notka denna, ale jakoś pozytywnych nie potrafiłem dobrze pisać:P Qrczak Expugnis
TITLE: Tylko zimno i pada...
DATE: poniedziałek, 17 marca 2008
TIME: 17:54:29
Pogoda jak to pogoda. Wraz ze zmianami klimatycznymi nadchodzi właśnie nie wiadomo co. Czemu pogoda ma taką władzę w nastawianiu ludzi? Czemu nastroje większości osób są podatne, wyjątkowo na pogodę? A może nie my reagujemy na pogodę? Może przypadkowo ona właśnie, dziwny trafem pasuje do naszego nastroju?
Zastanawiający jest fakt, że właśnie pada, ale w taki niedbały sposób. Tak jakby deszcz chciał odwalić tylko to co do niego należy i sobie pójść. Właśnie w tym momencie, wiem, że postępuje podobnie.Choć miało się to zmienić to jednak nie jest takie łatwe. Jest jedna taka sprawa, którą chce wykonywać porządnie, jednak z przyczyn wyższych, nie mogę.
Więc, czemu tak trudno ludziom żyć własnym biegiem mimo pieprzonej pogody? Przecież niby mamy rozumy i potrafimy myśleć. Więc czemu nadal żyjemy w mrokach średniowiecza i wraz z pogodą kształtuje się nasze samopoczucie? Czemu panowanie nad własnym królestwem przychodzi tak trudno? Może właśnie dlatego, że tak się zatraciliśmy w świecie, że nawet samodyscyplinę robimy "na odwal się". Wcale bym się nie zdziwił, gdyby tak właśnie było w moim przypadku... Qrczak Expugnis
TITLE: Umrzeć!!
DATE: wtorek, 26 lutego 2008
TIME: 20:43:48
Brak czasu. Ogólny i mniej więcej u wszystkich. Ostatnia pogoń za wiedzą, wyścig szczurów do tego każdy, kto chce jakoś później żyć musi przystąpić. Jakoś żyć... co to w ogóle oznacza?:| Czy to, że teraz nie będę się w pełni cieszył światem, sprowadzi mi szczęście w przyszłości? Czy mam na to jakąkolwiek gwarancję? Niestety nie ma. Więc pytanie następujące: Po jaką cholerę?
Ano po żadną cholerę. Po to żeby nie było, że nie próbowałem walczyć. Po to żeby nikt mi za uchem nie ględził, że gdybym się przyłożył to może coś by z tego wyszło. Gówno prawda. Ale i tak zacząłem się ścigać i jestem niestety tylko niewiele lepszy od tych najgorszych. Ponieważ jakoś do mnie to jednak nie przemawia, że trzeba mieć papierek, żeby godnie potem żyć. Szlachta w większości to były tępe chuje (napierdalać!), które tylko kasę trzepały na chłopach. Nic się nie zmieniło. Jeśli człowiek umie się zakręcić to ta cała nauka może se stąd iść i wychędożyć się sama.
Ale skąd ta pewność, że akurat mi pójdzie dobrze? Skąd mogę mieć pewność, że jeśli się przyłożę, to mi się uda? Nie mam pewności. Nawet najmniejszej. Martwy punkt. Naturalnie, że wybiorę to zasraną naukę, poświęcając się temu, wierząc ślepo w to, że ona coś da. Może kiedyś dostąpię zaszczytu pójścia do angielskiego, kurwa, nieba... Qrczak Expugnis
TITLE: "Jakby to było, gdyby mnie nie było..."
DATE: wtorek, 19 lutego 2008
TIME: 19:36:06
Załóżmy, że mnie nie ma. Że po prostu się nie narodziłem. Co to by się stało, albo co to by się nie wydarzyło? Ludzie szczęśliwi, ludzie bez zmartwień z jasnymi celami w życiu. Z celami łatwymi w realizacji, bo co to jest nauczyć się kilkuset stron na blaszkę?
Beze mnie tak by było. Spójrzmy na Koguta. Co to się stało, że chłopak porządny, z wiarą we własne siły i z chęcią czerpania nauki, nagle przestał się uczyć. Nagle zaczęło go wszystko mniej obchodzić. Czemu się rozpił chłopak? Ma problemy? Zapewne ma, ale pije, bo przy mnie się rozpił.
Albo taki Piętuś. Koleś naprawdę się starał, naprawdę się uczył i zależało mu. Gdyby nie ja miałby wejście na każdy kierunek studiów bez problemu. Ale przecież musiał przejąć mój luzik do wszystkiego. I teraz mu się nie chce. Piwo polubił też przy mnie. Tragedia.
Nikt by nie cierpiał, nikt by się nie przejmował tym co będę robił w przyszłości. Nie wybuchłaby III wojna światowa, kolejna nieuleczalna choroba by się nie pojawiła. Brak rozterek, brak użalań, brak życzenia mi złego.
Ale z drugiej strony, kto byłby szkolnym przyjebem, którego najczęściej jest żal. Kto by ludzi sprowadzał na drogę bezstresowego życia? Dzięki mnie, niektórzy będą dłużej żyć. Chyba, że jakaś ciężarówka ich pierdolnie... Qrczak Expugnis
TITLE: Nie jestem lubiany...
DATE: piątek, 15 lutego 2008
TIME: 19:56:11
Za własne decyzje, które samemu się podejmuje i których jest się w pełni świadomym, jest się potępianym. No cóż, jak by to ująć... wolę być nielubianym, niż tkwić w przekonaniach i decyzjach jakie na mnie narzucali inni ludzie.
Skoro ceną własnych celów jest samo nielubienie przez innych to proszę bardzo. W sumie to mi nie zależy, bo i po co? Najwyraźniej tak już jest, że człowiek, który chce powalczyć dla siebie, tylko i wyłącznie we własnej sprawie, przez niektórych lubiany, a prze niektórych nie. Całe nasze życie jest jak polityka. Z tymże bardziej jak chiński parlament ludowy, a nie jakieś demokratyczne Stany Zjednoczone. Zrobisz coś źle, jesteś potępiany przez większość, chwalony przez resztę... Chujowo jest liczyć się zawsze i wszędzie z myślami na mój temat od innych ludzi. Będę cały czas trwał w bagnie, bo jeśli tylko spróbuje się wydostać, to ktoś może o mnie przestać myśleć dobrze... Jebie mi to... Świat jest prostszy, gdy nie ogląda się za siebie... Qrczak Expugnis
TITLE: Pomysłowość dawnych czasów...
DATE: wtorek, 12 lutego 2008
TIME: 19:46:24
Nie powróci, no bo jak? Pamiętam większość durnych gier i zabaw, jakie dzieciaki musiały sobie wymyślać, żeby jakoś te nudne dni minęły. Pamiętam jak po szkole bezpośrednio do Piętusia przyłaziłem. Pierwsze gry komputerowe nie satysfakcjonowały w stopniu, który mógłby zatrzymać dzieciaki w domu, więc się wychodziło na bezkresne pola podwórek. Granie w "niemca" na dość dzikich zasadach, durne zabawy, jak chowanego, albo inny też berek. Ale przebój jednych wakacji jest niezapomniany.
Petkę, wymyślił Serek. Nieskomplikowana rzecz, składająca się z foliówki, gazet i małego kamyka. W gazetach był kamień, a gazety w foliówce. To była odmiana berka, ale znacznie szybsza. Wystarczyło kogoś trafić, żeby już nie "ganiać". Może i niezbyt skomplikowane, ale jak teraz patrzę na zabawy dzieci, które potrafią się zadowolić coraz to prostszymi grami komputerowymi, to załamuje ręce. Siedzenie przy kompie nie jest jeszcze najgorsze, ale kiedy dzieciaki w wieku 15 lat zaczynają brać koks i ubierać się w dresy, to już podłamuje na duchu.
I jak tu mówić, że losy Polski są w ich rękach (no przecież nie w rękach mojego rocznika) to zastanawiam się nad głosowaniem na jednego takiego Rasistę, pod warunkiem otworzenia nowych komór gazowych specjalnie dla takich gówniarzy...
To brzmi jakbym miał tyle lat co MrDeath...:P Qrczak Expugnis
TITLE: Ostanie dni...
DATE: piątek, 8 lutego 2008
TIME: 13:44:14
Ferie się kończą, zacząłem ledwo się uczyć, a już mi zbrzydło. Mimo wszystko, jakoś zacząłem się przykładać do tej nauki. Przeglądam wymagania uczelni i dowiaduje się, że nie mam szans w uczelniach gdzie chciałbym się uczyć:/ Za późno się zacząłem orientować, jestem w polu:/ Teraz wiem, że do tej nauki przysiąść muszę, bo już nigdzie nie zajdę bez dobrej matury. Z Piętusiem będę kostkę układał, a jak już wszystkie chodniki będą położone, to praca sezonowa w odśnieżaniu... Dzięki bardzo.
"Pod koniec dnia myślę nad co zrobiłem w ciągu całego dnia i nad tym czego nie zrobiłem. Kurwa, czemu zawsze jest więcej tego nie zrobionego?" Może nad tym nie myślę zbyt często (jeśli w ogóle czasami myślę) ale taka rozkminka powinna mnie zmobilizować, co po części się udaje, ale jednak za mało. Więc spartole sobie życie teraz, albo mogę poczekać do końca studiów, żeby obudzić się, że przecież po tych studiach nie mam żadnej pracy...
Koniec rozważań na tak poważne tematy, bo dołuje się niepotrzebnie... Powrót do jaskiń, stary porządek i po co komu nauka?:P Qrczak Expugnis
TITLE: Brum Brum!! Bi Bip ! Bi Bip!!!
DATE: sobota, 2 lutego 2008
TIME: 10:09:53
Nie powiem, że jestem niezwykle świetny, nie powiem, że jestem genialny. Wcale tego nie powiem:) Szczerze mówiąc, myślałem że jajka przez nogawki mi wylecą. Strach i stres, to małe określenia z tym co ja tam miałem. Miałem dwa najgorsze fragmenty egzaminu, a że egzaminator był ludzki to zdałem:) Pierwszy moment gdzie modliłem się o wyrozumiałość, był przy włączeniu świateł długich. Niby proste, wszystkie światła i płyny to betka, ale jak na własnym samochodzie się próbuje a tam się inaczej włącza długie, no to miałem problem. Ale jak już powiedziałem, egzaminator był bardzo dobrym, młodym człowiekiem co przeważyło na moją korzyść.
Drugi fragment kiedy myślałem jak szybko i bezboleśnie usunąć się z tego świata, był przy ruszaniu pod górkę. Omg, łuk zrobiłem perfecto nawet nie pamiętam jak. Ale jak już dojechałem na miejsce do ruszania pod wzniesienie, noga na sprzęgle zaczęła tak mi latać, że chyba całym samochodem bujałem. No i uwierzycie? źle opuściłem ręczny, samochód jeździł już płynnie ale kontrolka się świeciła, no i musiałem powtórzyć. Ale powtórzyłem i już. Na miasto:) Najśmieszniejszy fragment był, kiedy kazał mi zaparkować prostopadle do krawężnika na drodze jednokierunkowej. Stał tam tylko jeden samochód i to na ostatnim miejscu parkingowym na prawo. Więc miałem do dyspozycji cały parking na lewo od tamtego samochodu.
"Proszę zaparkować, gdzieś po lewej stronie tego samochodu"
No to zaparkowałem. 5 metrów po lewo od tamtego samochodu. Egzaminator jeszcze sprawdził po swojej stronie czy drzwi się swobodnie otwierają, poprosił mnie o to samo i ruszyliśmy w głąb miasta.
Słowem, dobry egzaminator + pewne umiejętności jazdy = zdanie egzaminu na prawo jazdy bez większych zastrzeżeń. Czego życzę wszystkim, którzy będą zdawać w przyszłości. Qrczak Expugnis
Nagle grunt zaczął uciekać spod nóg, brak momentu obrotowego organizmu mego może przyjdzie mi płacić do końca życia. Gdybym tylko bardziej się przykładał kiedy to jeszcze miało jakiś sens, a nie teraz kiedy Kępa ma większe prawdopodobieństwo na wyjście na ludzi ode mnie:/ To jest żałosne. Brak perspektywy, choćby jednej. Zasady rekrutacji zmienne są tak jak pierdolony creature type - changeling. Paranoja, a najgorsze to jest to, że mam dwa wyjścia (z resztą tak jak sporo osób male): studia albo wojo. Już nie powalczę o studia, gdzie bym chciał i jakie bym chciał. Teraz muszę się zgodzić na to na co mnie przyjmą:/ Wojsko... nie chce tam trafić. Zwyczajnie nie widzę siebie jako wojskowy. Jeszcze większego krętactwa mnie nauczą i będę przez całe moje życie żył na wałkach i na durnych patentach:/ Co tu robić? Teraz mogę się tylko przyłożyć do tego do czego mogę się przyłożyć jeszcze. Kiedyś mi się marzyła szkoła aktorska, potem nic mi się nie marzyło, potem umarła jakakolwiek wizja mojej przyszłości, a teraz kiedy się zdecydowałem, okazało się, że pozmieniali mi zasady rekrutacji i jestem znów w tyle:/ I przez co? Przez własne niezdecydowanie i głupotę. A może to przez ułożenie świata?:P Zawsze można wszystko zgonić na niesprawiedliwość świata:P Qrczak Expugnis
TITLE: CZAS!!!!
DATE: piątek, 18 stycznia 2008
TIME: 23:05:15
Czemu coś takiego jak czas napędza nasze życia? W prosty sposób jesteśmy ograniczani i pospieszani przez zegarki i inne takie pierdoły. "Och nie, spóźnię się do szkoły", "Patrzę na rozpiskę. Był minutę temu. Kurwa ja pierdole w dupę!!". Kto to w ogóle wymyślił? Wiem, od obserwacji naturalnych zjawisk się zaczęło. Jasne, ale nie łatwiej by było, gdyby ludzie orientowali się po dniach? Bo wszystko kończy się na tym, że odliczamy swoje życie po latach, po miesiącach, tygodniach, godzinach, minutach i wreszcie sekundach. I wtedy wszystko tak zapierdala, że jak jest ostatnia lekcja w piątek, to MrDeath już pisze lekcje na poniedziałek. Godzina tu, godzina tam i następny dzień. I tak do usranej śmierci. A gorzej jest gdy robimy coś ciekawego, bądź przyjemnego. Wystarczy sobie przypomnieć jak minęły wakacje. Liczne libacje w dobrym towarzystwie, poker rozbierany i libacje:D Przeminęło szybciej niż każde normalne dwa miesiące.
To upokarzające, żeby człowiek musiał biegać w te i z powrotem tylko dlatego, że jakiś mały gadżet został przez jakiegoś idiotę, kiedyś tam wynaleziony. Tragedia. Piętuś powinien się wypowiedzieć w tym temacie. Czy czas jest nam potrzebny? Moim zdaniem nas tylko ogranicza. Ale przecież ludzie zawsze sobie wymyślą coś co im "ułatwi" życie... Ludzie to debile (uogólnienie, proszę się nie obrażać:)) Qrczak Expugnis
1. Każdy Qrczak ma obowiązek szerzenia swojej boskiej rasy po świecie, w każdym tego słowa znaczeniu. 2. Każdy Qrczak ma prawo do użycia siły przeciwko łasicom w obronie własnej. 3. Żaden Qrczak nie ma prawa używać przemocy przeciw drugiemu żyjącemu Qrczakowi. 4. Każdy Qrczak ma obowiązek sprawowania pieczy nad każdym zagubionym jajkiem napotkanym przez niego. 4a. Każde Jajko ma prawo stać się Qrczakiem po podaniu jakich kolwiek powodów.
5. Każdy Qrczak ma obowiązek utrzymywania kontaktów fizycznych z innym żywym Qrczakiem (interpretacja dowolna) 6. Każdy Qrczak ma obowiązek zapoznania się z boskim KODEXEM. 7. Każdy Qrczak musi stosować się do wyznaczonej mu funkcji. 8. Każdy Qrczak ma prawo do posiadania własnego upierzenia, dostosowanego do indywidualnych potrzeb. 9. Każdy Qrczak ma prawo do próbnego lotu, obojętnie w którym kierunku. 10. Każdy Qrczak ma prawo wiedzieć, iż każda próba lotu może okazać się ostatnią. 11. Każdy Qrczak ma całkowity zakaz wyrywania piór innym Qrczakom, oraz obowiązek pilnowania własnych. 12. Każdy Qrczak ma prawo do wolnego wyznawania swoich poglądów, oraz przedstawiania swoich argumentów. 13. Każdy Qrczak ma prawo do ucieczki w razie dużego niebezpieczeństwa. 14. Każdy Qrczak ma prawo do posiadania niuzasadnionych lęków. 15. Każdy Qrczakma prawo do wyznawania swoich poglądów nawet w dość niecenzuralny sposób. 16. Każdy Qrczak ma prawo ubiegać się o uzyskanie wyższego statusu w SNQ. 17. Żaden Qrczak nie ma prawa używać cynamonu przeciwko Qrczakowi Makocie w miejscach publicznych. 18. Każdy Qrczak ma prawo do noszenia broni białej przy sobie do samoobrony 19.Każdy Qrczak ma prawo jeździć bokiem swoim qrczakowozem.
Kodex stworzony został przez Qrczaki Makotę, Pipsatą, B4rtxxxa i Expugnisa.
Powstawał głównie na lekcjach historii, bądź na konwokacjach Qrczaków.
Każdy Qrczak może upgrade'ować Kodex w komentach:D